aktualności Tropiciel - relacja drużyny
Tropiciel - relacja drużyny PDF Drukuj
Wpisany przez Marcin   
niedziela, 29 maja 2011 23:10

W dniach 27-28 maja Grupa Operacyjna Dolnośląskie WOPR była współorganizatorem rajdu terenowego na orientację Tropiciel. Nasi członkowie nie tylko zabezpieczali jeden z punktów kontrolnych tej imprezy, ale także brali w niej udział w ramach szkolenia z topografii oraz pracy z mapą i kompasem.

Jedną z drużyn w której szeregi wchodzili członkowie GO była nasza, w składzie: August, Marcin, Michał i Bogdan. Dla wszystkich oprócz Bogdana był to debiut w tego typu imprezie.Już po starcie, wyznaczonym na godz 20:03, ekipa wbrew wcześniejszym założeniom narzuciła mocne tempo dzięki czemu dwa pierwsze punkty kontrolne zdobyliśmy bardzo szybko. Niestety aura nie była dla nas łaskawa – padający rzęsisty deszcz spowodował, że następny przystanek osiągnęliśmy już w mokrych butach. Na miejscu czekał nas test z wiedzy o Festung Breslau przeprowadzony przez członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej Festung Breslau. Na szczęście na wszystkie odpowiedzieliśmy bezbłędnie – każda zła odpowiedź „premiowana” była dodatkową łopatą ziemi do worka, który następnie trzeba było przenieść do kolejnego posterunku położonego 3 kilometry dalej.

Następnymi etapami na naszej trasie był punkt linowy, gdzie jeden z nas mógł wykazać się umiejętnościami wspinaczkowymi, oraz strzelnica ASG umiejscowiona w okolicy kulochwytu z okresu II Wojny Światowej, gdzie niemieccy artylerzyści ćwiczyli swoje umiejętności. Dzięki strzeleckim zdolnościom Augusta udało nam się uniknąć przymusu pójścia na punkt karny i skierowaliśmy się w stronę rozwidlenia dróg, skąd prostym odcinkiem doszliśmy do przeprawy przez rzekę. Na miejscu mogliśmy się przekonać jak naszym kolegom z grupy udało się ją zorganizować, a i przy okazji opatrzyć pokryte wieloma pęcherzami stopy. Od tego miejsca wydawało nam się, że mamy już z górki (zostały nam 2 ostatnie etapy oraz meta). Niestety los spłatał nam figla gdyż 20 metrów przed przedostatnim punktem wyrosły nam rowy melioracyjne i zalana wodą droga. Do wyboru mieliśmy przejście po kolana w wodzie lub 2 kilometry obejścia. Z i tak mokrymi nagami wybraliśmy wariant pierwszy po czym udaliśmy się na ostatni punkt sprytnie ukryty na mokradłach. Zaraz po jego znalezieniu jeden z nas doznał kontuzji kolana przez co bardzo spokojnym już tempem przeszliśmy ostatnie 4 kilometry imprezy uzyskując na mecie zaszczytne miano Tropiciela.

Całą imprezę uznaliśmy za bardzo udaną. Udało nam się ją przejść bez poważnych błędów nawigacyjnych i przede wszystkim, pomimo drobnych przeciwności losu, z uśmiechem na twarzy. Nie możemy się doczekać kolejnej edycji Tropiciela, która odbędzie się już w listopadzie.